poniedziałek, 5 października 2015

Prolog... No i co uważacie?

  Otwieram oczy. Widzę ciemność, ale gdy  przyzwyczajam się już do braku światła widzę, że jestem w gęstym lesie. Uwielbiam las, ale nie kojarzę tego miejsca mimo długich wędrówek, które często po nim odbywałam przez większość wakacji. Czuję straszliwy chłód przenikający przez cienką pidżamkę, którą mam na sobie. Nagle orientuję się, że wszystko jest przykryte grubą warstwą śnieg choć jest przecież końcówka lata.  Skąd się tutaj wzięłam? I co to w ogóle jest za miejsce?  Zadaje sobie te pytania i w tym samym momencie widzę na obrzeżach horyzontu jakąś postać biegnącą w moim kierunku. Mój mózg każe mi uciekać, a ciało chce ruszyć do przodu, w kierunku postaci majaczącej w oddali.
  Całe moje jestestwo pragnie pobiec to tego człowieka, który biegnie w moim kierunku przez śnieżne zaspy, ale nie mogę. Moje nogi są jakby wrośnięte w ziemię. Nie mogę nimi ruszyć, ani drgnął. Staram się z całych sił podnieść jedną z nich, ale to niemożliwe, nie mogę się ruszyć! Mogę jednie czekać, aż człowiek, którego widzę zbliży się do mnie. Podświadomie wiem, że powinnam uciekać, że powinnam spróbować uciec z  lasu i znaleźć schronienie, ale nie mogę. Czuję rozpacz i nadchodzący atak paniki. Oddychaj… oddycha, spokojnie – mówię sobie - Nic ci nie będzie. Robi mi się odrobinę lepiej.
   Chcę zobaczyć kim jest tajemniczy człowiek, którego widzę. Jest coraz bliżej, jeszcze chwila i będę mogła dojrzeć jego twarz, zobaczyć kim jest. Czuję, że znam go, że wiem kim jest, ale skąd o tej godzinie wziąłby się nastolatek w środku lasu? I to w dodatku zimą, kiedy jest tak potwornie zimno.
  Nagle czuję przeszywający chłód. Kolejny silny powiew lodowatego, zimowego wiatru smaga moją skórę jak noże. Zaczyna sypać śnieg. Super, tylko tego mi brakowało. Chcę się okryć rękami, ale wtedy okazuje się, że i  one są unieruchomione. Nie mogę nawet drgnąć. Mogę jedynie marznąć i patrzeć jak jedyna osoba, która może mnie uratować biegnie przez śnieżne zaspy.
  Nagle człowiek potyka się o coś i upada. Znów chcę ruszyć w jego kierunku, aby mu pomóc, ale moje nogi nadal są  jak wrośnięte w ziemię, która znajduje się pode mną. Patrzę jak człowiek powoli podnosi się i zaczyna ponownie zmierzać  powoli w moim kierunku.
  Nadal jest za daleko, abym mogła ujrzeć  jego twarz, ale już wiem, że jest to mężczyzna, a konkretnie chłopak, chyba mniej więcej w moim wieku. Nie jestem jednak pewna na sto procent, bo padający śnieg przesłania mi widoczność. Chcę krzyknąć, ale z mojego gardła nie wydobywa się nawet najcichszy szept. Co się ze mną dzieje? O co tu chodzi?
  Jestem coraz bardziej przerażona. Chce mi się płakać i czuję nadciągający ponownie atak paniki. Wiem już, że tym razem nie dam rady się opanować. Czuję jak przyspiesza mi tętno, jak łzy zaczynają płynąć po policzkach i zasłaniają mi obraz. Czuję jak zaczyna kręcić mi się w głowie i wiem, że zaraz zemdleję jeśli się nie opanuję.
  Człowiek jest coraz bliżej. Ponownie próbuje krzyknąć, ale to tylko wzmaga moje przerażenie, bo z mojego gardła nadal nie wydobywa się żaden dźwięk.
  Tajemniczy chłopak jest już na tyle blisko, że prawie mogę dojrzeć jego twarz i wtedy nagle czuję, że upadam. Uderzam głową o coś twardego. Może o kamień albo wystający ze śniegu pieniek? Nie wiem, wiem jedynie, że na pewno z tyłu głowy mam ranę, bo czuję charakterystyczny zapach krwi.
  Pod plecami mam ziemię i okrutnie zimny śnieg.  Nie obchodzi mnie to ani trochę. Nie mogę otworzyć oczu, choć próbuje ze wszystkich sił. Muszę dowiedzieć się kim jest ten chłopak, który jest w lesie. Wiem, że go znam, czuję to.  Nie mogę jednak skupić się dłużej na jednej myśli, choć się staram. Wszystko mi się miesza i zlewa w jeden, bliżej nie określony obraz. To już koniec - przy chodzi mi nagle do głowy i wtedy czuję, że zapadam się w sobie.

1 komentarz: