Otwieram oczy. Widzę ciemność, ale gdy przyzwyczajam się już do braku światła widzę,
że jestem w gęstym lesie. Uwielbiam las, ale nie kojarzę tego miejsca mimo
długich wędrówek, które często po nim odbywałam przez większość wakacji. Czuję straszliwy
chłód przenikający przez cienką pidżamkę, którą mam na sobie. Nagle orientuję
się, że wszystko jest przykryte grubą warstwą śnieg choć jest przecież końcówka
lata. Skąd się tutaj wzięłam? I co to w
ogóle jest za miejsce? Zadaje sobie te
pytania i w tym samym momencie widzę na obrzeżach horyzontu jakąś postać
biegnącą w moim kierunku. Mój mózg każe mi uciekać, a ciało chce ruszyć do
przodu, w kierunku postaci majaczącej w oddali.
Całe moje jestestwo pragnie pobiec to
tego człowieka, który biegnie w moim kierunku przez śnieżne zaspy, ale nie
mogę. Moje nogi są jakby wrośnięte w ziemię. Nie mogę nimi ruszyć, ani drgnął.
Staram się z całych sił podnieść jedną z nich, ale to niemożliwe, nie mogę się ruszyć!
Mogę jednie czekać, aż człowiek, którego widzę zbliży się do mnie. Podświadomie
wiem, że powinnam uciekać, że powinnam spróbować uciec z lasu i znaleźć schronienie, ale nie mogę.
Czuję rozpacz i nadchodzący atak paniki. Oddychaj… oddycha, spokojnie – mówię
sobie - Nic ci nie będzie. Robi mi się odrobinę lepiej.
Chcę zobaczyć kim jest tajemniczy człowiek,
którego widzę. Jest coraz bliżej, jeszcze chwila i będę mogła dojrzeć jego
twarz, zobaczyć kim jest. Czuję, że znam go, że wiem kim jest, ale skąd o tej
godzinie wziąłby się nastolatek w środku lasu? I to w dodatku zimą, kiedy jest
tak potwornie zimno.
Nagle czuję przeszywający chłód. Kolejny
silny powiew lodowatego, zimowego wiatru smaga moją skórę jak noże. Zaczyna
sypać śnieg. Super, tylko tego mi brakowało. Chcę się okryć rękami, ale wtedy
okazuje się, że i one są unieruchomione.
Nie mogę nawet drgnąć. Mogę jedynie marznąć i patrzeć jak jedyna osoba, która
może mnie uratować biegnie przez śnieżne zaspy.
Nagle człowiek potyka się o coś i
upada. Znów chcę ruszyć w jego kierunku, aby mu pomóc, ale moje nogi nadal są jak wrośnięte w ziemię, która znajduje się pode
mną. Patrzę jak człowiek powoli podnosi się i zaczyna ponownie zmierzać powoli w moim kierunku.
Nadal jest za daleko, abym mogła ujrzeć
jego twarz, ale już wiem, że jest to
mężczyzna, a konkretnie chłopak, chyba mniej więcej w moim wieku. Nie jestem
jednak pewna na sto procent, bo padający śnieg przesłania mi widoczność. Chcę
krzyknąć, ale z mojego gardła nie wydobywa się nawet najcichszy szept. Co się
ze mną dzieje? O co tu chodzi?
Jestem coraz bardziej przerażona. Chce
mi się płakać i czuję nadciągający ponownie atak paniki. Wiem już, że tym razem
nie dam rady się opanować. Czuję jak przyspiesza mi tętno, jak łzy zaczynają
płynąć po policzkach i zasłaniają mi obraz. Czuję jak zaczyna kręcić mi się w
głowie i wiem, że zaraz zemdleję jeśli się nie opanuję.
Człowiek jest coraz bliżej. Ponownie
próbuje krzyknąć, ale to tylko wzmaga moje przerażenie, bo z mojego gardła
nadal nie wydobywa się żaden dźwięk.
Tajemniczy chłopak jest już na tyle
blisko, że prawie mogę dojrzeć jego twarz i wtedy nagle czuję, że upadam.
Uderzam głową o coś twardego. Może o kamień albo wystający ze śniegu pieniek?
Nie wiem, wiem jedynie, że na pewno z tyłu głowy mam ranę, bo czuję
charakterystyczny zapach krwi.
Pod plecami mam ziemię i okrutnie zimny
śnieg. Nie obchodzi mnie to ani trochę.
Nie mogę otworzyć oczu, choć próbuje ze wszystkich sił. Muszę dowiedzieć się
kim jest ten chłopak, który jest w lesie. Wiem, że go znam, czuję to. Nie mogę jednak skupić się dłużej na jednej
myśli, choć się staram. Wszystko mi się miesza i zlewa w jeden, bliżej nie
określony obraz. To już koniec - przy chodzi mi nagle do głowy i wtedy czuję,
że zapadam się w sobie.